Przejdź do głównej zawartości

Ile piwa żywieckiego trafia do Czech?

W jednej z ostatnich sal żywieckiego muzeum piwa znajduje się schematyczna mapa z oznaczeniem krajów, do których browar w Żywcu wywozi piwo. I w tej właśnie sali padło pytanie postawione w tytule: jaki jest eksport bodaj najbardziej znanego polskiego browaru do Czech?

Browar w Żywcu wczoraj i dziś - makieta na tle zdjęcia z lotu ptaka


Można by urządzić konkurs z nagrodami od Żywca, gdyby nie: a) ilość czytelników bloga zbyt mała jako target ;) i b) odpowiedź, która brzmi:

Zero (cyfrą: 0).

W tym wszystkim jako wątek na naszego bloga interesujące jest zarówno samo pytanie, jak i odpowiedź. Zacznijmy zatem od pytania.

Otóż intrygujące jest, dlaczego Polaków interesuje eksport polskiego piwa do Czech i tu nasuwa się kilka odpowiedzi. Pierwsza związana jest z sąsiedztwem geograficznym muzeum piwa w Żywcu i polsko - czeskiej granicy. W końcu takie Niemcy też mają wiele wspólnego z piwem, a jednak o Niemcy nikt nie zapytał. Kwestia druga to modny ostatnio patriotyzm (w tym również ekonomiczny) i marzenia o polskiej potędze. No bo w końcu, jeśli już mamy do czynienia z jednym z najważniejszych polskich browarów, to przecież on powinien coś eksportować. Czeskie browary - nawet te mniejsze - starają się wchodzić na polski rynek, więc czemu by nie działać w drugą stronę... Kwestia trzecia to chyba tak często idące u Polaków w parze z patriotyzmem poczucie niższości, bo jednak polskie piwo to niewiele, a piwo czeskie to marka sama w sobie znana na całym świecie. Do Polski Anglicy jeździli na tanie piwo, do Czech na czeskie (bo też w Pradze nie ma już w centrum taniego piwa...).
Z czego robi się piwo - wersja muzeum w Żywcu

Odpowiedź zaś jest ciekawa głównie z ekonomicznego puktu widzenia. Czeskiego piwa w Polsce jest w bród, polskie w Czechach widziałem tylko raz w małym specjalistycznym sklepiku piwnym w Ostrawie, który można znaleźć tu, a który można polecić przede wszystkim ze względu na wybór czeskich piw z małych browarów - zazwyczaj niepasteryzowanych (taka tu teraz moda). Można oczywiście powiedzieć, że wożenie piwa do Czech to jak wożenie drewna do lasu i częściowo jest to prawda, ale to nie przeszkadza Paulanerowi czy Coronie sprzedawać swoich piw i w Czechach.

Prawdą jest też, że Czesi pod względem piwnym są nie tylko skąpi, ale i konserwatywni. Uważają, że ich lagery to są najlepsze piwa na świecie, choć gdyby zrobić blind-test z Żywcem dajmy na to, to zapewne by nie odróżnili co polskie a co czeskie. No ale piwo ma być tylko czeskie - żadnych podejrzanych imigrantów...

Wracając zaś na koniec do samego muzeum, to polecamy je każdemu. Z całą pewnością znajdzie w nim coś ciekawego każdy - zarówno dorośli (co w związku z piwem wydaje się zrozumiałe), jak i dzieci (co dziwniejsze). Z ekspozycji można się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy o technikach produkcji piwa - całość ułożona jest w zasadzie jako podróż po historii piwowarnictwa z ciekawym i profesjonalnym komentarzem.


Dla dzieci gra w kręgle w przedwojennej knajpie

Na zakończenie zwiedzania serwuje się kufel piwa (coś dla kierowców) wymiennie z soczkiem. Byłby to dość drogi kufel piwa, gdyby nie fakt, że muzeum na prawdę jest interesująco zaprojektowane.




Popularne posty z tego bloga

"Elektronicky mordulec" czyli polsko-czeskie bzdury tłumaczeniowe.

Jakiś czas temu Leo Express reklamę połączeń do Polski oparł na tych dwóch frazach:  

Maszyna szałęna (PL) Rychlík
Povałecz pęronówy (PL) Výpravčí

Dobrze, że dodał w nawiasie język, bo Polacy by nie wpadli na to, że pociąg pospieszny to po polsku maszyna szałęna a dyżurny ruchu to powałecz pęronówy.
A nazywało się to: Užitečné fráze, czyli mniej więcej przydatne frazy.

Weszłam w dialog mailowy   z PR-owcem z LeoExpressu i próbowałam go przekonać, że nie musi tworzyć nowych słówek, bo to, co jest, już nam dostarcza dużej radości, a jego kampania ma mniej więcej tyle wspólnego z prawdą, co stwierdzenie, że po czesku tytuł filmu "Terminator" to "Elektornický mordulec" a wiewórka to rzeczywiście dřevní kocour" a nie veverka, która wygląda tak:


Po co wymyślać nowe znaczenia, jak można czerpać z tego, co jest naprawdę: akademik -kolej
biustonosz –podprsenka karaluch-šváb
karabin -puška
piwnica –sklep stacja benzynowa -benzínová pumpa
stopa –chodidlo
świeży-čerstvý potápěč -nurek  t…

Ciemne miejsce

O akcji #MeToo i czeskich kontekstach mieliśmy już okazję wspomnieć przy okazji wpisu Trochę niewinnego gwałcenia w raju. Teraz wypada nam ze smutkiem konstatować, że raj stał się jeszcze mniej rajskim miejscem (nawet bez specjalnego rozczarowania z naszej strony, bo jak mawiał szarmancki wampir Regis, każdy sen, zbyt długo śniony, zmienia się w koszmar). Temat gwałtów - o ile to w ogóle możliwe - stał się jeszcze bardziej niesmaczny w czeskim kontekście.

W niektórych częściach świata sprawy mają się ponoć ku lepszemu - tak przynajmniej twierdzi liberalny The Economist. W niedawnym artykule ukazującym się równo rok po wybuchu afery Harveya Weinsteina angielski tygodnik wyraził nadzieję, że ruch #MeeTo może okazać się najpotężniejszą siłą kształtującą równość w stosunkach między kobietami i mężczyznami od czasu sufrażystek. Nam wypada się przyznać, że im więcej wiary w całą akcję ma cywilizowany świat, tym mniej jej pozostaje w takich miejscach jak Europa wschodnia. Z tym światem też b…

Samorząd czyli do kogo zadzwonić

Zarówno Polska jak i Czechy szykują się do wyborów samorządowych. Wydawać by się mogło, że w Polsce mają one większe znaczenie, bo samorząd może być ostatnim bastionem broniącym kraju przed faszystowskimi zakusami władz centralnych.
W Czechach podobne obawy nie są póki co ani dostrzegane, ani głośno wyrażane. Dlatego też kampania przed wyborami przebiega w atmosferze w miarę spokojnej, większość obywateli wierzy bowiem, że stawką w wyborach są rzeczywiście władze lokalne. Czy jednak na pewno czeski krajobraz jest aż tak sielankowy?
Dominującą siłą w czeskiej polityce jest obecnie ruch ANO Andrieja Babiša - premiera z postawionymi zarzutami prokuratorskimi, którymi nikt się już nie przejmuje. Bo i jak przejmować się prokuraturą, kiedy to właśnie premier sprawuje nad nią nadzór? Wiadomo, że swojego szefa nikt nie ruszy. Szefowie nie od tego są, żeby im grozić, ale do tego by załatwiać te naprawdę ważne rzeczy.
Andrej Babiš tę tęsknotę za szefem, który potrafi załatwić wszystko, doskonale …

Niezbyt wysoka Vysoká.

Żeby dojechać od nas do Horní Bečvy trzeba przejechać przez wioskę Bílá. A widząc taki ładny drewniany kościółek z XIX wieku nie można się nie zatrzymać.
Jeśli zaplanujecie wycieczkę na niedzielę, to około 10.30 będzie otwarte, bo jest msza. A sądząc po oględzinach z przedsionka - warto wejść do środka.
Tym razem zaplanowaliśmy wejście z Horní Bečvy na Vysoką, nie mając pojęcia, że trafiamy na jeden z najpiękniejszych pod względem widokowym szlaków, jakimi szliśmy w Beskidach.
Samochód zostawiliśmy przy drodze, w dość przypadkowym miejscu. Poza sezonem lepiej chyba podjechać pod jeden z okolicznych hoteli na normalny parking, ale w sezonie z parkowaniem zapewne są problemy, bo żadnych wyznaczonych parkingów poza tymi hotelowymi nie było widać.
Początek szlaku niebieskiego nie jest zbyt ciekawy, bo trzeba się przepchać przez wieś i pooglądać, jak wraz z budową nowych tras narciarskich jak grzyby po deszczu rosną domki i pensjonaty. Z Rališka-rozc. czerwonym dochodzimy do żółtego. Potem…

Český Krumlov- jak zarabiac na byciu sobą oraz inne pomysły artystki Kateříny

Krumlovanie już do centrum nie chodzą. Mają poczucie, że miasto im zostało przez turystów skradzione. W 15 tysięcznym mieście bywa około 450 tys gości rocznie. Miejscowym przeszkadza,  że są to głownie turyści z Azji, którzy nie zostawiają u nich pieniędzy i traktują Krumlov wyłącznie jako przystanek i tło do zrobienia zdjęć w drodze do Pragi.
Motyw kradzieży miasta nie jest niczym niezwykłym. Ostatnio też podobno wypowiadał się o Pradze pan Stuchlik:
"Prahu nám za poslední roky vzali turisté, často i dojíždějící z jiných krajů. Je potřeba to zase vybalancovat,"
"Pragę nam w ostatnich latach zabrali turyści, często też przyjezdni z innych województw. Trzeba to wybalansować." W efekcie więszkość z nich wyprowadziła się z centrum i miasto stało się swoistą wydmuszką. W samorządzie pojawił się pomysł, by ratować sytuację i podtrzymywać wrażenie, że Krumlov żyje. Wyremontowano więc część pustostanów za pieniądze zewnętrznych fundacji i wynajęto ludzi do udawania, że w m…