Przejdź do głównej zawartości

Posty

Skąd ten blog?

Jedna z książek Mariusza Szczygła nosiła tytuł "Zrób sobie raj". Po przeczytaniu jej zaczęliśmy się zastanawiać czy rzeczywiście swego czasu zdecydowaliśmy się całą rodziną żyć w raju.

Decyzja podjęła się niejako sama - po czterech latach pobytu w Czechach sama myśl o powrocie do Polski wydawała się dziwna, bo wiedzieliśmy już wówczas, że są spokojniejsze miejsca do życia niż Polska. Wiedzieliśmy, że są miejsca w których życie stawia mniejszy opór, w których nie trzeba każdego dnia walczyć, w których urzędnik potrafi w petencie zobaczyć człowieka, w których praca nie musi prowadzić do poświęcenia, w których chodząc wieczorem po mieście nie trzeba się bać.

Ale żeby od razu raj...?

W ramach tego bloga chcielibyśmy znaleźć dla nas samych odpowiedź na pytanie, czego nie lubimy w Polsce tak bardzo, że określa to nasz sprzeciw wobec kraju, z którego pochodzimy.
Najnowsze posty

Kutná Hora - miasto niedaleko Pragi, które trzeba zobaczyć.

Latem Praga jest zatłoczona i trochę męcząca, choć zawsze cudowna. Jeśli potrzebujecie chwili wytchnienia, polecamy wycieczkę do pięknego i mniej zadeptanego miejsca.

Kutná Hora to wyprawa na cały dzień. Dla niezmotoryzowanych: z Pragi można dojechać pociągiem (np. o 10.05 rychlikiem Barbora, a wrócić Porta Coeli o 18.59), albo busem.
Miasto znane jest z kopalni srebra i mennicy królewskiej, a ślady dawnego bogactwa widać w zachowanych budynkach. Najpiękniejszy jest gotycki Kościół św. Barbary, patronki górników, którzy częściowo finansowali jego budowę, obok cystersów. Swoim kształtem przypomina cesarską koronę.



Drugi gotycki kościół -Wniebowzięcia Panny Marii i Jana Chrzciciela z XIII w. również warto zobaczyć. Znajduje się tam jedna z najstarszych gotyckich monstrancji w Europie.  Można wejść na samą górę, pod dach- widoki są tego warte.

Oba kościoły są na liście Unesco.

Będąc w Kutnej Horze nie można nie odwiedzić Kaplicy Czaszek ze szczątkami 50 tysięcy ofiar wojen husyckich i epi…

Czeskie przystawki, czyli wpis kulinarno-polityczny

Słowo przystawki różnie się może kojarzyć. Są przystawki, na które patrzymy z chęcią, ale były też takie, które budziły niesmak. Tych drugich było jednak na szczęści mniej, co dobrze ilustruje poniższy wynik wyszukiwań przez Googla:



W masie dobrego jedzenia trudno wręcz znaleźć niegdysiejszych wicepremierów w dość haniebnym jak na ówczesne standardy rządzie PiS. Dzisiejsze standardy są nawet niższe, więc te przystawki, które przeżyły, mogły nawet stać się obrońcami demokracji i kalać się za swoją przeszłość. Reszta przystawek została wydalona na śmietnik historii w znacznie bardziej brutalny sposób, co powinno stanowić memento dla wszystkich tych, którym rola politycznych przystawek została zaproponowana.

A takie właśnie coś stało się ostatnio w Czechach...

Ciężko pamiętać, że przed jakimś czasem w Czechach odbyły się wybory. Ciężko - bowiem działo się to już ponad 6 miesięcy temu. I chociaż tyle czasu minęło, to Czechy wciąż nie mogą się doczekać nowego rządu - urzędujący premier jes…

Owoc żywota katolickiego czyli poseł Marek Benda

Katolicyzm w Czechach to ze statystycznych powodów oksymoron, choć pamiętać wypada, że do katolicyzmu w tym stosunkowo zateizowanym kraju przyznaje się ponad 10% obywateli.

Oznacza to, że w czeskich realiach związanych z wiarą są wyjątki, jak na przykład pojawiający się ostatnio często w mediach ksiądz Czendlik, ale to tylko wyjątki, które potwierdzają regułę. Reguła zaś jest mniej więcej taka, jak opis Mariusza Szczygła w książce "Robimy sobie raj".

Ksiądz Czendlik jest wyjątkiem pozytywnym, co nie oznacza, że nie ma innych, o których trzeba koniecznie pisać, by raj nie zaraził się na dłużej katolicką chorobą.

Poseł Marek Benda nie jest najbardziej znaną postacią czeskiego życia politycznego, miał już jednak swoje 5 minut w mediach, kiedy wyszło na jaw, że oszukiwał przy pisaniu swojej pracy magisterskiej i doktorskiej. Obecny poseł uczynił sobie bowiem z siódmego przykazania spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością tym ciekawszą, że postanowił okraść sam siebie. Jego tzw. m…

Wzajemność słowiańska w Międzymorzu czyli o wojnie czesko-słoweńskiej

O tym, że położenie geograficzne może być przedmiotem kompleksów nie trzeba chyba nikogo przekonywać. W wypadku polskim najlepiej sprawę podsumował chyba nieoceniony Andrzej Mleczko zauważając w zwykłym sobie bezpretensjonalnym stylu, że dałoby się znaleźć spokojniejsze miejsce do życia niż nadwiślańskie niziny:

Czeski kompleks geograficzny związany jest nie tyle z geopolityką, ile raczej z marinistyką. Brak morza - brak choćby takiej namiastki jak węgierski Balaton jest czeską bolączką, która sama w sobie zasługuje na osobne opisanie - w przyszłości... Można ten kompleks zilustrować tak:

Ów brak morza Czesi nadrabiają z lubością w czasie wakacji, kiedy to połowa kraju wyrusza nad mniej lub bardziej odległe morza. Ostatnio z różnych powodów coraz popularniejszy u Czechów staje się Bałtyk, ale wciąż chyba zdecydowanie najpopularniejszą "destynacją" (nie mogę zrobić wpisu o wakacjach nie używając tego ukochanego przez reklamę słowa) wśród Czechów była Chorwacja. W letnich mies…

Czeska matura czyli o wychowaniu na na poziomie średnim.

Przy okazji matur w Czechach znowu wrze. Znowu trwają dyskusje we wszystkich mediach na temat reformy edukacji, która jest tak samo nieudolna jak polska. Po szkole podstawowej dzieci mają bardzo małe szanse zdać egzaminy do gimnazjum, bo nauczycielom i dyrekcji nie zależy na tym, żeby już po 5 klasie dzieci odchodziły na kolejny stopień kształcenia (pieniądze idą wraz z uczniem dalej). Dlatego bez pomocy rodziców mało kto jest w stanie się dostać do gimnazjum już po 5 klasie. Jeśli mu się to nie uda, zostaje na kolejne dwa lata w podstawówce a po 7 klasie może próbować znowu. I potem po 9 klasie jest ostatnia szansa. Tu już się większości udaje, bo nie ma możliwości kontynuowania nauki w szkole podstawowej.
Większość gimnazjów wyglada tak jak w Polsce - nauka pamięciowa, kreatywność nie jest mile widziana, bo się na maturze nie przydaje.
Obecna szkoła przygotowuje młodzież do wdrożenia w system i życie w "montowni Zachodu", jak Czesi myślą sami o sobie i propozycjach pracy,…

Po co oglądać kino zaangażowane? "Milada" i "Gorejący krzew".

Bilans tygodnia: na HBO obejrzałam "Gorejący krzew" Agnieszki Holland za sprawą Oliviera. Na Netflixie "Miladę" Davida Mrnky. Oba dosyć podobne. Oba o walce za ideały, przekonania, wolność i demokrację. (Do tego doszedł oscarowy, amerykański film "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" również o walce za to, co ważne, zdecydowanie najlepszy z tych trzech, ale to tylko tak na marginesie.)

W stosunku do kina zaangażowanego widz ma wysokie oczekiwania. Liczy na intelektualną i emocjonalną ucztę, bo gdyby się chciał rozerwać, obejrzałby ponownie np. "Kosmo". Zarówno Jan Palach jak i Milada Horakova w zamyśle są gwarancją, że te oczekiwania zostaną spełnione. Przeciętny Polak wie z grubsza, kim był Jan Palach, zwłaszcza że niedawno zostało mu to przypomniane w kontekście Piotra Szczęsnego. Milada Horakova pozostaje zagadką dla większości. Dlatego oba te filmy są łakomym kąskiem, bo czeskie kino wciąż cieszy się w Polsce dużą estymą, a można się czegoś…

Na spacery nie tylko w góry- Hradec nad Moravici

Czasem można się wybrać na krótki spacer koło zamku, zamiast na długi szlak w górach. Nam jakoś tak zwykle wychodzi, że zamiast 5 km robi się 12 i zamiast całkiem po płaskim, znajdą się jakieś wzniesienia.

Hradec nad Moravici jeśli nie jest akurat w remoncie to powinien wyglądać tak:




Zamek z czasów Przemysła Ottokara II, w którym osadził swoją żonę Kunegundę po czesku wdzięcznie nazywaną Kunhutą, wraz z jej świtą. Kunegunda, księżniczka halicka była jego drugą żoną, z pierwszą, Małgorzatą, się rozwiódł, bo małżeństwo pozostało bezdzietne. W sumie nic dziwnego, skoro złożyła śluby czystości:)) Za to miał czwórkę dzieci z jej dwórką, Agnieszką z Kuenringu. Dobrze o nim świadczy, że te dzieci uznał i nawet papież je legitymował. Z Kunegundą miał również czworo dzieci, podobno była piękna i pełna temperamentu.

Pewnie dlatego romansowała z Zawiszą z Falkenstejnu i po śmierci męża, kiedy została regentką Czech, wzięła z nim ślub, ale tyle plotek damsko-męskich...


Historię zamku można przeczyt…

Trochę o czeskiej kuchni.

O czym pomyślicie na hasło "czeska kuchnia" ? Będzie to smażony ser  z frytkami czy knedliki z gulaszem ? A do tego zapewne duży kufel czeskiego piwa z pianą? Na przykład Pilsner albo Kozel (pewnie zmartwi Was informacja, że to już nie są czeskie piwa, ale należą do japońskiego koncernu Asahi. Pilsner dalej jest produkowany w Czechach, ale Kozel może być dowożony z Węgier albo Mołdawii). Jeszcze raczej nie czeski kraft.
Cieszycie się na wyjazd do Pragi i planujecie, że pójdziecie na Žižkov, do typowej lokalnej knajpy, dokąd nie trafiają turyści? Macie tak? My mieliśmy, zanim zaczęliśmy mieszkać w Czechach.

Żeby się zintegrować z Czechami, nie wystarczy nauczyć się czeskiego (bo to jest w ogóle niekwestionowany początek i bez tego nie posuniecie się dalej). Musicie być jeszcze w stanie wytrzymać w tygodniu pod rząd pięć obiadów stravenkovych. Każdego roboczego dnia jeden. Wydaje się to proste i przez pierwszy rok jest proste. Ale potem żołądek odmawia posłuszeństwa. Warzyw n…

From Russia with Love

Czasem ludzie na Ziemi zachowuję się zupełnie tak, jak gdyby mieszkali w innej galaktyce. Dotyczy to zarówno ludzi zwykłych jak polityków. Kiedy robią to ludzie zwykli, wygląda to tak:



Zacznijmy jednak od krótkiego rysu historycznego, co się dzieje, gdy ludzkość szaleje. Otóż... Rosja to taki duży kraj o imperialnych marzeniach, który jeszcze nie tak dawno temu pod innym brandem (ZSRR) trzymał za mordę pół Europy, wliczając w to Polskę, Czechy i Słowację, co wyglądało tak:


Trzymanie za mordę sprowadzało się do mordowania ludzi (we wczesnej fazie rozwoju), do ich więzienia (w fazie dojrzałej), i - co w kontekście niniejszego wpisu najważniejsze - do narzucania własnej polityki zagranicznej. Te historyczne przypomnienia dla młodszych czytelników, bo niestety w oparciu o własne doświadczenia z zakresu dydaktyki historii wiem, że dla młodych fakty te są tak samo egzotyczne i tak samo mało znaczące jak, nie przymierzając, bitwa pod Platejami.

Wracając zaś do dnia dzisiejszego...

...byli po…

Lanie wody czyli baba z lodu na chłodno

Na gorąco by było dość entuzjastycznie, bo film "Bába z ledu" zyskał najważniejsze czeskie nagrody filmowe, czyli Czeskie Lwy, w najważniejszych kategoriach:

najlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz, najlepsza aktorka pierwszoplanowa i najlepszy aktor pierwszoplanowy. Do tego jeszcze dorzucono Lwa za najlepszą drugoplanową rolę żeńską i wyszedł najlepszy czeski film zeszłego roku i zrobiła się solidna kolekcja takich oto figurek:



No cóż - może chodzi o film najlepszy, ale z całą pewnością nawet nie dobry - może dostateczny, ale też raczej z trudem, co jest dość paradoksalne, bo w sumie dawno już nie było w czeskich kinach filmu zrobionego z taką dbałością o detale w kwestiach wizualnych. Mamy białą zimę przypominającą eseje Przybylskiego o starości ("Baśń zimowa" - polecam), mamy sterylnie białe mieszkanie młodego małżeństwa skonfrontowane z kolorowym i hippisowskim chaosem starości, która potrafi się cieszyć niezależnością mimo ograniczeń fizycznych…