Przejdź do głównej zawartości

Z dwóch stron żelaznej kurtyny - dwa filmy i jedna książka.

Czasy sprzyjają powrotom do filmów sprzed 50 lat. Gdyby je częściej przypominać, może ludzie nie powtarzaliby błędów, które już zostały popełnione i zapomniane. Polscy politycy powinni  mieć obowiązkowe 1,5 godziny w tygodniu z "KaOwcem", który puszczałby im filmy w stylu "Sklep przy głównej ulicy", "Pianista" "Lista Schindlera" czy "Musimy sobie pomagać" to może nie budziliby teraz uśpionych demonów nienawiści do ludności żydowskiej, tak silnie wciąż tkwiących w Polakach, że aż mnie to przeraża.
Po odpytaniu ministrów i posłów co z tego zrozumieli, mógłby, powiedzmy, po roku zmienić tematykę na przypomnienie, jak żyło się w krajach komunistycznych 70 lat temu i zapytać, dlaczego do tego dobrowolnie wracają. (Przy okazji mógłby do grupy dołączyć i  Czechów, zwłaszcza fanów Okamury i Vojtecha Filipa, bo również powinni sobie uświadomić, w jaką stronę ciągną ich mistrzowie). I tu polecam dwa czeskie filmy na początek. Jeden to "Ucho"  Jana Prochazky i Karla Kachyni. Kto pozwolił taki film nakręcić w 70-tych latach jest dla mnie zagadką. Faktem jest, że 20 lat leżał zamknięty w sejfie i nie był w dystrybucji. Zakładam, ze Klasa Wtedy Panująca miała daleko posuniętą awersję do czytania (zresztą chyba podobnie jest i dzisiaj) i dopiero po obejrzeniu filmu cenzorzy stwierdzili, że takiej krytyki głębokiego komunizmu to oni jednak nie mogą udostępnić w kinach. Nie przeszkodziło to Kachyni kręcić dalej- jego filmografia jest bardzo ambitna. Za to Prochazka wkrótce potem zmarł, pilnowany w szpitalu przez agentów czeskich służb bezpieczeństwa (kolegów dzisiejszego premiera Czech?).
Historia jest prosta - komunistyczny dygnitarz na przyjęciu dowiaduje się, ze trwa czystka wśród "swoich", a on nie jest o niczym poinformowany. W domu okazuje się, że wszędzie ma podsłuch (tytułowe ucho), a tajniacy biegają po ogródku. I przygotowuje się na smutny koniec.

Atmosfera jak z Hitchcocka, w głównych rolach przystojny Radoslav Brzobohaty (Ludvik)  i bardzo atrakcyjna Jirina Bohdalova (Anna), bardzo przekonujący jako małżeństwo z długoletnią praktyką (w czasie kręcenia filmu rzeczywiście mąż i żona:)
źródło "Blesk"
źródło Ceska Televize
Podczas niekończących się kłótni Anna mówi zdanie, które nas osobiście bardzo rozbawiło "Mieliśmy zostać w Olomoucu. Czego nam tam brakowało?", bo nie da się bardziej chyba wyrazić bezkrytycznej miłości do hanackiej metropolii przez jego wszystkich mieszkańców (których serdecznie pozdrawiam:))

Czechosłowacka Klasa Panująca w osobie Bardzo Ważnego Komunisty rządzi niepodzielnie, walczy z imperializmem i robi rewolucję. Co prawda sama przyznaje, że wielu rzeczy nie rozumie, ale nie ma czasu na rozumienie, bo rewolucja nie poczeka. Trzeba przewrócić świat. Ma też swój pogląd na podejście do ludzi (zwłaszcza do kobiet) :"důvěřuj, ale prověřuj"czyli "wierz, ale sprawdzaj".
Przy walce z imperializmem natychmiast pojawia się natrętne skojarzenie z dzisiejszym przekonywaniem wszystkich, jakim złem jest Unia Europejska. Niektórzy pewnie wtedy też wierzyli, jak to dobrze nie mieć nic wspólnego z wrogim imperializmem- oby do nas nigdy nie dotarł!

Czechosłowacka Klasa Panująca niestety niepokojąco przypomina dzisiejszą Polską Klasę Panującą ze stylu wypowiadania się. Styl rozumienia świata również jest podobny w tym przypadku. Nie ma czasu na rozumienie, bo trzeba przewrócić świat. I walczyć z brukselskim imperializmem.

Macie wrażenie, że się powtarzam? Cóż, boje się, że to nie ja....
(Czy któremuś z naszych czeskich znajomych skojarzyło się to może z Okamurą?- jeśli tak, to jest jeszcze nadzieja).

Drugi film to "Obžalovaný" Kadara i Klosa ,który też swoje odleżał w sejfie a pokazuje z kolei jak Czechosłowacka Klasa Panująca traktowała sądownictwo i w jaki sposób szukała kozła ofiarnego. Na kogo wypadnie, na tego bęc. Równy podział dóbr średnio się sprawdza nawet w tak idealnym świecie jak społeczeństwo socjalistyczne. Boję się, że jak to obejrzycie, to analogia z dzisiejszym państwem prawa nasunie się sama, bo jest to bardziej państwo lewa.

I to jest życie z jednej strony "żelaznej kurtyny". Z drugiej strony, we wrogim imperialistycznym świecie bywa czasem ciężko. Też nie zawsze wszystko działa jak powinno, zwłaszcza jeśli jest się na pozycji emigranta. Ale czytając autobiografię Harrego Pollaka ani przez chwilę czytelnik nie ma poczucia wątpliwości, że warto było uciec z socjalistycznego raju.
Historia Harrego Pollaka z jednej strony jest pełna determinacji i wiary w to, ze jeśli człowiek się zaweźmie, to wybuduje sobie takie życie, jakie chce mieć. Ale z drugiej jest strasznie przygnębiająca jeśli chodzi o budowanie tego życia w Europie środkowo-wschodniej. Opowieść rozpoczyna się podczas I wojny światowej ślubem rodziców Harrego, bogatych Żydów, żyjących dostatnio z rolnictwa. Zaraz po wojnie w nowo powstałej Czechosłowacji Klasa Panująca zaczyna natychmiast czerpać korzyści materialne z nowego rozdania kart, więc  dom wraz z ziemią zostaje "sprzedany" siostrzeńcowi ministra rolnictwa, który pojęcia nie ma o pracy na roli. Dla ojca Harrego to jest cios, bo przeżył wojnę, epidemie, powódź, ale wierzył w trwałość własności prywatnej i ciężką pracę. Następuje sukcesywny upadek, aż do zarabiania na życie rozwozem gnoju. Harry przenosi się do krewnych do Pragi i tam chodzi do szkoły. Lubi się uczyć. Ojciec potem zostaje zarządcą w majątku jednego z bogatych kolegów ze szkoły syna. Kiedy pojawia się możliwość uzyskania stypendium dla najlepszych uczniów połączona z wyjazdem do Francji, matka Harrego robi wszystko, żeby synowi zapewnić edukację za granicą.

Choć było to poza ich możliwościami finansowymi, wysłali go do tej szkoły, dając mu szanse na lepsze życie, nie wiedzieli, że ratują go tym od obozu koncentracyjnego, w którym sami zginęli.

Po wojnie, która zabrała Harremu iluzje walki o ojczyznę w armii czechosłowackiej, a zostawiła niesmak walki z wojskowymi dygnitarzami, wrócił do Czech i próbował skończyć studia a przy okazji włączył się do polityki. Marzyła mu się swoboda i demokracja. W efekcie z narażeniem życia uciekł z czeskosłowackiego raju i zrobił karierę jako uzdrawiacz firm na Zachodzie.

Gdyby został w kraju to zapewne szybko skierowaliby go np. do mycia butelek jako inżyniera i intelektualistę, a więc wroga publicznego. Na pewno nie zwiedziłby połowy świata i nie mieszkał w różnych krajach. Nie miałby ciekawego życia. Nie zostawiłby synowi majątku, bo by go nie zarobił (a nawet gdyby go zarobił, to któraś Klasa Panująca by mu go znacjonalizowała).

Wnioski nasuwają się same...




Popularne posty z tego bloga

O wisience na torcie czyli rząd A. Babiša

Dzisiaj o 1.30 w nocy Republika Czeska wreszcie doczekała się nowego rządu - sláva, sláva...!!! Oklaski były nieco słabsze niż oczekiwaliśmy, ale jednak były.


Nigdy nie ukrywaliśmy na tym blogu niechęci do A. Babiša i nie zamierzamy tego zmieniać. Z żalem musimy się rozstać z przydomkiem "premier w dymisji", którym A. Babiš z konieczności posługiwał się kilka miesięcy. Przypomnieć tu warto, że wybory parlamentarne odbyły się w Czechach siedem miesięcy temu i od tamtej pory nie udało się aż do dziś stworzyć rządu.

Rząd A. Babiša jest rządem mniejszościowym - we wczorajszym głosowaniu poparło go zaledwie 105 ze 196 posłów, ale to wystarczyło. Trudno jednak nie zauważyć, że jest to poparcie na granicy i zapewne często będzie dochodzić do sytacji, w której rząd będzie rozpaczliwie poszukiwał wsparcia. Wystarczy powiedzieć, że już przy głosowaniu nad wotum zaufania zabrakło 3 koalicyjnych posłów, spośród których dwóch celowo nie głosowało za rządem z przyczyn ideologicznych. Trze…

Koniec konstytucji w Czechach

Dziś miało w Czechach miejsce wydarzenie dość smutne i przygnębiające... Czechy zrobiły pierwszy krok w nowy wspaniały świat - świat postdemokratycznej dyktatury, podobnej systemowo do tych ustrojów zainstalowanych na Węgrzech, w Turcji czy w Polsce. Autorom tego blogu jest z tego powodu wyjątkowo smutno, bo żyliśmy nadzieją, że Czechy są w stanie uratować się przed drogą w ciemność. Otóż myliliśmy się - nie są:


Aplauzu na zdjęciu nie widać, ale i to przyjdzie czas - zaprezentowana grupa trzymająca władzę zostanie zapewne zaprzysiężona jako nowy czeski rząd. Już wkrótce otrzyma on najprawdopodobniej wotum zaufania i wówczas przyjdzie czas na oklaski.
Póki co skupmy się zatem na rządzie ogólnie. Można chyba w stosunku do niego użyć określenia wcześniak - urodził się bowiem już po ośmiu miesiącach od ostatnich wyborów, a jego przyjściu na świat towarzyszyły dość skomplikowane zabiegi chirurgiczne.
Zabieg pierwszy to amputacja pamięci o tym, że ojcem tego rządu jest podejrzany przez czes…

Noc na Karlštejně czyli kolejne miejsce do odwiedzenia podczas wakacji.

Jest taki musical, na którym Czesi  się wychowywali i który kochają. Zresztą co do wychowywania, to kolejne pokolenia również oglądają go namiętnie - szczególnie w święta, przez co pełni on w Czechach funkcję Kevina samego w domu i Szklannej pułapki razem wziętych. Wpisuje się też w niepoprawną miłość Czechów do bajek. My musieliśmy się bardzo zmuszać, żeby wytrzymać do końca. A zrobiliśmy to tylko dlatego, żeby jeszcze raz popatrzeć na przepiękny zamek Karola IV.
Noc na Karlštejně, bo o ten zamek chodzi. Tu Kalrštejn występuje wspólnie z Heleną Vondračkovą:


Warto ten film obejrzeć tylko po to, żeby koniecznie i bezzwłocznie zaplanować sobie wyjazd na Karlštejn. To zamek wybudowany w XIV wieku przez Cesarza, który jednocześnie był królem Czech i Moraw. Nie musiał oszczędzać, zwłaszcza, że na zamku chciał schować klejnoty koronacyjne.
Karol IV z dynastii Luksemburskiej, to taki odpowiednik polskiego Kazimierza Wielkiego, z którym zresztą osobiście się spotkał i zawarł pokój. Czesi go …

"Obchod na korze"- genialny czechosłowacki film oglądany 50 lat później

Jak pisałam ostatnio, "Obchod na korze" to jeden z genialniejszych filmów jakie widziałam w życiu. Kiedy byłam w Pradze, zobaczyłam, że Czesi o filmie nie zapomnieli - ucieszyło mnie to bardzo, bo dzisiejsza sytuacja polityczno - społeczna wymaga oglądania takich filmów, żeby historia się przypadkiem nie powtórzyła.

Treści filmu i historycznych kulisów nie będę opowiadać, bo zostało to bardzo dobrze opisane tutaj.

Za to chcę zwrócić uwagę na myśl, jaka przyświecała Janowi Kadarowi, reżyserowi filmu przy decyzji, żeby z opowieści Grosmana "Past" (Pułapka) zrobić film:
"Podstawę całego zła tworzą zawsze nieszkodliwi, porządni, ale pasywni w stosunku do przemocy ludzie. Z czasem tacy ludzie może i przestaną być bierni, ale wtedy będzie już za późno. To obowiązuje wszędzie. Bez tych miłych ludzi będących nosicielami ideologii przemocy, przemocy by nie było. Tu nie pomoże wymawianie się na złych nazistów czy na kogokolwiek. I dlatego nie można twierdzić, że to już …

Kutná Hora - miasto niedaleko Pragi, które trzeba zobaczyć.

Latem Praga jest zatłoczona i trochę męcząca, choć zawsze cudowna. Jeśli potrzebujecie chwili wytchnienia, polecamy wycieczkę do pięknego i mniej zadeptanego miejsca.

Kutná Hora to wyprawa na cały dzień. Dla niezmotoryzowanych: z Pragi można dojechać pociągiem (np. o 10.05 rychlikiem Barbora, a wrócić Porta Coeli o 18.59), albo busem.
Miasto znane jest z kopalni srebra i mennicy królewskiej, a ślady dawnego bogactwa widać w zachowanych budynkach. Najpiękniejszy jest gotycki Kościół św. Barbary, patronki górników, którzy częściowo finansowali jego budowę, obok cystersów. Swoim kształtem przypomina cesarską koronę.



Drugi gotycki kościół -Wniebowzięcia Panny Marii i Jana Chrzciciela z XIII w. również warto zobaczyć. Znajduje się tam jedna z najstarszych gotyckich monstrancji w Europie.  Można wejść na samą górę, pod dach- widoki są tego warte.

Oba kościoły są na liście Unesco.

Będąc w Kutnej Horze nie można nie odwiedzić Kaplicy Czaszek ze szczątkami 50 tysięcy ofiar wojen husyckich i epi…