Przejdź do głównej zawartości

Prezydent Burczymucha czyli łysy jedzie do Moskwy

Właśnie rozpoczęła się oficjalna wizyta prezydenta Zemana w Rosji. Na przywitanie prezydenta Czechosłowacji... przepraszam Czech... rosyjska telewizja wojskowa Zvezda napisała przy tej okazji, Czechosłowacja powinna być wdzięczna Rosji za interwencję wojsk Układu Warszawskiego w 1968. Prezydent będzie zmuszony udawać, że to deszcz pada, chociaż w rzeczywistości ktoś pluje Czechom i Słowakom w twarz. Warto o tym pamiętać, gdy min. Macierewicz będzie Polakom tłumaczył kolejne zabiegi wokół polskiej armii.

O tym, że Polska nie będzie umierać sama wspominałem już przy okazji wpisu towarzyszącego Dniu Niepodległości. Po wpisie tym Agnieszka była łaskawa mi przekazać, że moje wpisy robią się ponure i przygnębiające. Zgadzam się z tą diagnozą, przy czym nie ograniczałbym jej tylko do moich wpisów. Rzeczywistość taka się robi, a jaka rzeczywistość - takie blogi. I nie tylko blogi - Twitter też się dostosowuje z ludźmi ważniejszymi niż ja, czego dobrym przykładem jest ostatni wpis Donalda Tuska poświęcony polskiej polityce - o tym, że obecne polskie rządy są elementem rosyjskiej polityki  zagranicznej. Mam świadków, że mówiłem o tym już od dawna, czując się trochę jak Mel Gibson w "Conspiracy Theory"


Naszło mnie jednak pytanie, czy bycie podwójnym zwolennikiem spiskowych teorii czyni ze mnie normalnego człowieka, tak jak dwa minusy dają plus? Tak się bowiem składa, że nie tylko polscy politycy przypominają agenturę Kremla. Polska znowu nie jest odosobniona, bo może liczyć na wsparcie polityków czeskich, ze szczególnym uwzględnieniem prezydenta Czech Miloša Zemana, który dzięki ostatnim wypowiedziom zaczął mi się jednoznacznie kojarzyć z pewną dobrze znaną
polską postacią literacką.

Stefek Burczymucha, bo o nim mowa, wyglądał według jednego z grafików tak:


Zaś prezydent Zeman wygląda tak:


Podobieństwo może nie jest uderzające, jednak pewne cechy wspólne dają się zauważyć.

Stefek Burczymuch u Marii Konopnickiej mówi tak: - Ja nikogo się nie boję! /
Choćby niedźwiedź... to dostoję! / Wilki?... Ja ich całą zgraję / Pozabijam i pokraję! / Te hieny, te lamparty / To są dla mnie czyste żarty! / A pantery i tygrysy / Na sztyk wezmę u swej spisy!.

Prezydent Zeman z kolei uznaje sam siebie za jedyną w Europie osobę, która w sprawiedliwy i obiektywny sposób ocenia współczesną rosyjską politykę. W ostatnim wywiadzie dla agencji TASS stwierdził mianowicie, że świat w stosunku do Rosji stosuje inne kryteria niż w stosunku do reszty państw, czego przykładem miałoby być nieuznanie wyników tzw. referendum na Krymie (przypomnę tylko, że jego wyników mnie uznało na przykład ONZ) zestawione z powstaniem Kosowa. Świat uznał niepodległość Kosowa mimo gwarancji autonomii, a teraz ten sam obłudny świat nie chce uznać wyników demokratycznego referendum na Krymie i jakieś sankcje dyplomatyczne stosuje. Jest przy tym ów świat zakłamany, ponieważ światowi przywódcy "nie mają wystarczająco odwagi, by mówić o tym publicznie".

Jakie to szczęście, że świat ma Miloša Zemana. Z całą pewnością wszyscy oddychają teraz z ulgą, patrząc na niesamowitą odwagę prezydenta Zemana. Miloš Zeman, po tym jak z wdziękiem ministra Waszczykowskiego stwierdził, że reszta europejskich przywódców to tchórzliwi konformiści i tylko on jeden jest odważny, poczuł się tak dumny, że aż jedzie do Moskwy, w czym również przypomina Stefka Burczymuchę: "Zaraz za ocean jadę / I nie będę Stefkiem chyba, Jak nie chwycę wieloryba".

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że poglądy na politykę wschodnią sytuują prezydenta Zemana w okolicach Marii LePen, Nigela Farage, Antoniego Macierewicza czy też innych tuzów europejskiej polityki, którzy w ten czy inny sposób korzystają z moskiewskich pieniędzy. Polska nie będzie wpadać w objęcia Kremla samotnie - będzie tam w doborowym towarzystwie Węgier i Czech, czyli będzie fajnie - jak za dawnych lat, jak w 1956 czy 1968 czy 1981. Jedna wielka socjalistyczna rodzina, w której każdy może powiedzieć co chce, pod warunkiem, że to co ma do powiedzenia jest zgodne z linią polityczną Moskwy. Dzielny Stefek Burczymucha z Vysočiny sam zadba o to, żeby wszyscy się poczuli swojsko, dokładnie w taki sam sposób, jak dba o to Victor Orban lub Jarosław Kaczyński.

O jedną przynajmniej rzecz nie będzie się musiał prezydent Zeman w Rosji bać, mianowicie o dziennikarzy zadających nieprzyjemne pytania. Tych jak wiemy reżim Putina umie pozbywać się na różne sposoby, by wspomnieć tu tylko niektórych:
  • Stanisława Markiełowa i Anastazję Baburową
  • Igora Domnikowa
  • Iskandara Khatloniego
  • Siergieja Iwanowa 
  • Siergieja Nowikowa
  • Adam Tepsurgayjewa
  • Paweła Klebnikowa
  • Annę Politkowską
  • Daniela McGrory
  • Stanisława Markiełowa 
Gdyby ktoś miał wątpliwości, jakiej przyszłości chce dla swojego kraju Miloš Zeman, powinien wrócić do pewnego żarciku, wypowiedziany No więc w trakcie jednego z wcześniejszych spotkań prezydentów Zemana i Putina ten pierwszy był łaskaw zażartować tak:

(A tutaj są następni dziennikarze? Tych dziennikarzy jest za dużo - powinno się ich zlikwidować)

Żarcik ten wydał się przyciężki już nawet Putinowi, choć to w sumie zrozumiałe - o mordowanie dziennikarzy oskarża się Kreml a nie Hradčany (póki co), więc odpowiedział czeskiemu prezydentowi, że może "nie trzeba ich likwidować, ale trochę ograniczyć".

Mówiąc zaś na poważnie - w zakończeniu wiersza Konopnickiej okazuje się, że straszny potwór to polna myszka, która "siedzi sobie / i ząbkami serek skrobie". Jak rozumiem prezydent Zeman chciałby, żeby ową myszką pomalutku zjadającą smaczny kąsek byli czescy biznesmeni, którzy podpiszą wspaniałe kontrakty handlowe z Rosją. Trudno takiej polityce odmówić pragmatyki, nie sposób jednak nie wspomnieć słynnych kontraktów handlowych podpisywanych między Czechami a Chinami, które miały być wspaniałe i intratne, a post factum określane są mianem przygnębiających czy też rozpaczliwych.

Na zakończenie trudno też nie przypomnieć piosenki Kazika Staszewskiego, pod wdzięcznym tytułem "Łysy jedzie do Moskwy". Kto pojedzie na rozmowy do Moskwy nie zawsze ma szczęście wrócić, a już na pewno nie wraca z czystym sumieniem, o czym powinni pamiętać Czesi wybierając kolejnego prezydenta. Warto też, żeby pamiętali, iż ZSRR należny jest szacunek i wdzięczność za rok 1968.


Popularne posty z tego bloga

Wzajemność słowiańska w Międzymorzu czyli o wojnie czesko-słoweńskiej

O tym, że położenie geograficzne może być przedmiotem kompleksów nie trzeba chyba nikogo przekonywać. W wypadku polskim najlepiej sprawę podsumował chyba nieoceniony Andrzej Mleczko zauważając w zwykłym sobie bezpretensjonalnym stylu, że dałoby się znaleźć spokojniejsze miejsce do życia niż nadwiślańskie niziny:

Czeski kompleks geograficzny związany jest nie tyle z geopolityką, ile raczej z marinistyką. Brak morza - brak choćby takiej namiastki jak węgierski Balaton jest czeską bolączką, która sama w sobie zasługuje na osobne opisanie - w przyszłości... Można ten kompleks zilustrować tak:

Ów brak morza Czesi nadrabiają z lubością w czasie wakacji, kiedy to połowa kraju wyrusza nad mniej lub bardziej odległe morza. Ostatnio z różnych powodów coraz popularniejszy u Czechów staje się Bałtyk, ale wciąż chyba zdecydowanie najpopularniejszą "destynacją" (nie mogę zrobić wpisu o wakacjach nie używając tego ukochanego przez reklamę słowa) wśród Czechów była Chorwacja. W letnich mies…

Monte Galero czyli Blog na wakacjach

W tym roku wybór miejsca na wakacje nie był prosty, w ogóle zastanawialiśmy się nad zmianą Włoch na coś innego [to Mirka się zastanawiała, bo nie chciała jechać do Włoch]. Toskania już mi się znudziła. Na Sardynii już byliśmy. Na Sycylię za daleko na jazdę samochodem, trzeba tam lecieć, a kiedy się leci, nie przywiezie się do domu zapasów wina na najbliższy rok.Północny wschód zwiedzamy regularnie i stopniowo, robiąc jedno lub dwu dniowy przystanek w drodze do Toskanii lub Umbrii.
W związku z tym drogą eliminacji zdecydowaliśmy się na Ligurię, choć niektórzy uważali [to taki delikatny wyrzut - rzeczywiście twierdziłem, że tam nic nie ma, ale się myliłem], że tam nic nie ma, oprócz wody.

Na miejscu okazało się, że również są góry. I Barolo. I blisko do Prowansji. I do Genui. I że braknie czasu, żeby zobaczyć choć część z zaplanowanych atrakcji.

A ponieważ obok były Alpy Liguryjskie, to postanowiliśmy wyjść na Monte Galero, na wysokość 1709 m n.p.m. Pierwszy raz w życiu mieliśmy dzięki…

Dębu pamięci żałobny rapsod

Polska i Czechy mają problemy z drzewami - różne problemy. W Polsce na przykład przed jakimś czasem drzewa były znane z napadania na kierowców i powodowania tym samym wypadków, więc postanowiono drzewa przydrożne wycinać. Podobne sytuacje miały też miejsce w Czechach. Takie na przykład drzewa w okolicy Ostrawy i starorzecza Odry:


Przecież gołym okiem widać, że szykują się do skoku...

I dlatego zarówno w Czechach jak i w Polsce o drzewa postanowiono zadbać. Przyroda postanowiła pomóc ludziom i zesłała rozliczne plagi: kornika drukarza, wichury, huragany... Dzięki nim z drzew nic nie zostaje - tylko drewno. A drewno jest dobre, bo ma wartość handlową. Czasem z tą wartością bywają jednak kłopoty - w Czechach na przykład firma Lasy Czeskiej Republiki skarży się na spadek zysku o 20% w przeciągu ostatniego roku. Rok wcześniej też był spadek, który wyniósł 26%. Okazuje się, że na rynku drewna też rządzi prawo popytu i podaży. Kiedy towaru jest na rynku więcej niż potencjalnych zamówień, cen…

"Elektronicky mordulec" czyli polsko-czeskie bzdury tłumaczeniowe.

Jakiś czas temu Leo Express reklamę połączeń do Polski oparł na tych dwóch frazach:  

Maszyna szałęna (PL) Rychlík
Povałecz pęronówy (PL) Výpravčí

Dobrze, że dodał w nawiasie język, bo Polacy by nie wpadli na to, że pociąg pospieszny to po polsku maszyna szałęna a dyżurny ruchu to powałecz pęronówy.
A nazywało się to: Užitečné fráze, czyli mniej więcej przydatne frazy.

Weszłam w dialog mailowy   z PR-owcem z LeoExpressu i próbowałam go przekonać, że nie musi tworzyć nowych słówek, bo to, co jest, już nam dostarcza dużej radości, a jego kampania ma mniej więcej tyle wspólnego z prawdą, co stwierdzenie, że po czesku tytuł filmu "Terminator" to "Elektornický mordulec" a wiewórka to rzeczywiście dřevní kocour" a nie veverka, która wygląda tak:


Po co wymyślać nowe znaczenia, jak można czerpać z tego, co jest naprawdę: akademik -kolej
biustonosz –podprsenka karaluch-šváb
karabin -puška
piwnica –sklep stacja benzynowa -benzínová pumpa
stopa –chodidlo
świeży-čerstvý potápěč -nurek  t…

Brumbal v Bradavicich czyli "Harry Potter" po czesku

Czesi czasami lubią w tłumaczeniach poszaleć. Pavel i Vladimir Medkove (bracia) z rozmachem stworzyli zupełnie inny świat, niż jest w oryginale. I tak:
młodzi czarodzieje studiują w szkole w Bradavicich, w następujących domach
-Nebelvír, Mrzimor, Havraspár i Zmijozel. Więc odpowiednio jest też Godrik Nebelvír, Helga z Mrzimoru, Salazar Zmijozel i Rowena Havraspár.Szkoły zagraniczne to Kruval i Krásnohůlky.
Największy czarodziej świata to Albus Brumbal.
Marta to Ufnukana Uršula a Moodego mówią Pošuk (dość obraźliwe słowo- a propos, czy ktoś z czesko-polskich czytelników ma pomysł, jak to przetłumaczyc?:) Zaproponowałam Dziwak, ale Małgosia mówi, że zupełnie nie...). 

Wszyscy namiętnie grają w famfrpála, gdzie należy złapać Zlatonkę i chodzą po szkole do Prasinek.
Śmierciożercy to Smrtijedy, tu akurat dosłowne tłumaczenie.
Gilderoy Lockhard doczekał się pasującego imienia Zlatoslav, a Pomyluna to Lenka Láskorádová. Minister magii nazywa się Popletal (coś w rodzaju Pomyłka po polsku), a dzienn…